
tak mi się przypomniała
obserwacja moja kilkudniowa ptaków budujących gniazdo. w rynnie, niemądrze i żałośnie.
- możemy założyć, że te istoty są mądrzejsze od nas. dlaczego nie przyjdą i po prostu nie powiedzą, czego chcą?
- jesteś mądrzejszy od karalucha, a próbowałeś mu coś kiedykolwiek wyjaśniać?
nie wytłumaczyłam im, czekałam na deszcz jedynie. i przyszedł deszcz.
zsyłam na ziemię potop,
mój mały noe,
mój ptysiu miętowy,
ja zsyłam potop.
jeden z bogów zawistnych niezaspokojony. niech w ciekawych czasach żyją - dawaj dawaj więcej deszczu na łebki ich grzeszne.
nie wiedzą biedne, którego boga czcić mają, by żyło się lepiej.
heil eris! all heil discordia!


włóczyłam się jakiś czas temu uliczkami takimi,
wrocławskimi,
z autorem tych zdjęć,
który nigdy nie widział króla lwa.
z darią ostatni raz siedzę na podłodze szkolnego korytarza,
z całkiem rozmieszanymi uczuciami,
rodząc
w głowie swej przekonanie, że pierwsze zdanie z losowo wybranej strony kordiana, którego przyniosłam w ostatniej chwili, by móc świadectwo maturalne odebrać, wyklaruje sytuację.
- ja to zrobię! - zadecydowała daria, wyrwała mi książkę i:
może lepiej rzucić się w lodowe szczeliny? - wyczytała.
skorzystać nie planuję, bo ja tu czekam.
życiowe konfiguracje wyjątkowo szczęśliwe roję sobie w mej osobie.
i w tej ułudzie trwam.
zajebiście,
naprawdę.